Różne miejsca, Warszawa - kwiecień 2013
Jakoś ostatnio na szczęście nigdzie nie wyjeżdżam, więc póki co nowych postów z podróży nie ma. Będąc w Warszawie czasem zdaża mi się gdzieś trafić, co ciekawe z pozytywnymi wynikami.
Zacznijmy od pierwszego lunchu w Aioli, gdzie wpadłem z synem na hamburgera. Aioli
http://www.aioli-cantine.com/index.php odwiedzam dość chętnie. Bardzo lubię tamtejszą pizze - i zwykłą z szynką i rukolą i pizzę taleggio, świetny stosunek ceny do smaku ma hiszpańska kiełbaska w bułce czyli kanapka z chorizo, niezła jest jagnięcina w chlebku pita z harissą. Ale tym razem u mnie był lamburger
który jednak mógłby być nie dosładzany sokiem jabłkowym, no i nie kosztować za małą flaszkę 12zł. Ale dobrze się pije i dużo go nie trzeba, nastrój nam potem bardzo poweselał. Hamburgery w Aioli są niezłe, choć wołowe zbyt wysmażone. Za to frytki dużo nie ustępują tym najlepszym warszawskim z Renesansu.
Potem był niedzielny postój w Ciao Tutti wracając na rowerach z giełdy minerałów. Ta mała dziupla przy trasie oferuje bardzo dobrą pizze z szynką i rukolą:
- jedno z najsmaczniejszych ciast pizzy w Warszawie. Zwykle zostawiam brzegi, tutaj wykońzylem pizze do ostatniego okruszka. Ani, mojej córce margarita smakowała trochę mniej - chyba jej nie odpowiadał sos - cóż nie zna się :) był akuratny. Do tego woda i lemoniada włoska. W sam raz by nabrać sił przed dalszą jazdą.
Ostatnio byłem dłużej w biurze i wyszedłem na lunch. Jest na rogu Siedmiogrodzkiej i Przyokopowej taki obskurny chińczyk co zowie się Asian Lan Anh. Może i obskurny, ale dla biurowców obok zbawienie w kulinarnej pustyni (choć pobliski Szynk Warszawski miał świetne obiady w dobrych cenach), no i jak chodzi za mną zupa to tam wpadam. Oczywiście Pho, której jakość systematycznie się poprawia:
tym razem w wydaniu z kurczakiem i wołowiną. Kurczak suchy i pomijalny, ale wołowina świeżo smażona, a i bulion coraz bardziej esencjonalny. Jeśli uwzględnić, że kosztowało mnie to jedyne 10zł, to świetna relacja ceny do jakości.
A czy mam wspomnieć o Kazimierzu? Nie żadnej mój kolega ale Kazimierz Dolny nad Wisłą. Byłem tam niedawno i oczywiście w Zielonej Tawernie. Mam tam swoich faworytów. Aga oczywiście zupę cebulową:
taką jak ona lubi najbardziej, częściowo przetartą ale z całymi pasmami cebuli, słodkawa i esencjonalna choć sera mogliby dawac więcej, i świetne placki ziemniaczane z łososiem. Ja zaeksperymentowałem z zupą gulaszową:
udany, sycący eksperyment z porządną wołowiną i grzankami czosnkowymi, dobrze komponujący się z litewskim kwasem Rycerskim (u nas niestety nie ma wytrawnego kwasu w stylu rosyjskim) no i moją też ulubioną kiełbaskę jagnięcą podawaną z żurawiną. O cenach nie wspomnę - warszawskie - więc daleko od tematu nie odbiegłem. Potem tylko żałowaliśmy, że nie spróbowaliśmy nowego miejsca i nie zjedliśmy w Kwadransie - menu wygląda bardzo apetycznie i ładnie pachniało jedzeniem, a wnętrze bardzo ciekawe. Może następnym razem... Za to kupiliśmy kolejny cudowny pastel Marka Andały (http://www.youtube.com/watch?v=1LjRsXORX1w) i teraz nad komodą otwiera nam się droga w tajemniczym wąwozie, tuż obok jego stodoły wiszącej naprzeciw łóżka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz