Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odradzam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odradzam. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 stycznia 2015

Jedno danie - wieczorne łakomstwo

Co: Szwedzkie pierogi
Gdzie: Kraków, Dietla
Za ile: 6zł za pół
Jak: 1/10

Zwykle unikam fastfoodu,  ale był zimny listopadowy wieczór i byłem głodny.  A tu akurat obok coś takiego - szwedzkie pierogi. Ciasto z zapiekanym mięsem lub serem. Pachnie apetycznie. Biorę pół na próbę.  Gryzę i... czym prędzej szukam kosza na śmieci.  Nawet nie przechodząc na drugą stronę Dietla. W środku w cieście szare paskudztwo i tak samo smakujące. Danie dla pijanych studentów.  Omijajcie to miejsce:

piątek, 19 grudnia 2014

A tę przereklamowaną knajpę możecie ominąć

Może i straszny bachor, na pewno skąpy - Warszawa, grudzień 2014

Nie był to zbyt udany prezent urodzinowy dla samego siebie

Gdzie? Warszawa, Sandomierska
Co? L'enfant Terrible 
I jak? Drogo i głodno
Co szczególnie? Przepiórka jest dobra, a chleb rewelacyjny, ale nie za taką kasę
Za ile? 300zł za posiłek na dwoje z dwoma kieliszkami wina i lampką zwykłego Armagnac

Jako, że miałem urodziny postanowiłem w ramach prezentu dla siebie pójść do dobrej knajpy. Długo wahałem się między znanym i lubianym Solec 44, Zielonym Niedźwiedziem (jeszcze nie spróbowałem) a L'enfant Terrible. W końcu kreatywna kuchnia i jej opisy uwiodły mnie.

Z kreatywnością tu faktycznie nie ma problemu, gorzej z tym co dostaje się za niemałe pieniądze. Nawet przez chwilę zastanawiałem się nad 5 daniami za 200zł, ale nie odpowiadał i wybór, a jeśli usłyszałem, że to po pół porcji to chyba do ich zobaczenia potrzebowałbym mikroskop.

Na pewno mają fajny wystrój i rewelacyjną obsługę, choć wkurza mnie gdy prosząc o wodę dostaję oczywiście włoską najdroższą, a nie Cisowiankę.

Wybór mojej żony był zdecydowanie lepszy - na przystawkę dwa przegrzebki  na musie z kapusty za prawie 5 dych:
A potem przepiórka na dwa sposoby - nóżki confit i smażona pierś. Małe pyszne danie:
Może gdybym to wybrał nie byłbym aż tak niezadowolony.  Ale wybrałem gorzej. Opis: galaretki owocowe, długodojrzewający boczek 33zł - i co dostaję - dwa cienkie jak płatek plasterki boczku (podobny wychodzi ten z Lidla czy Biedronki, ale w paczce jest 14 plasterków) i rozrzucone galaretki z owoców. Smaczne? No tak - tyle co nic.
Dobrze, że był i chleb (po kromce) i bułki.
Na drugie miałem ochotę na karpia z grzybami, tylko bez gryki. Pokombinowali i obiecali podać z czarną soczewicą (już bez grzybów, a szkoda). Brzmiało nieźle:

Może i fajna przystawka - o przepraszam, tu podawane jako danie główne, ale jak biorę karpia to chcę czuć smak karpia a nie rybnego farszu bez wyrazu. Porażka nie tylko wielkościowa ale i smakowa.

Wino na kieliszki koło 30zł za jedno.

Kieliszek polskiej nalewki - prawie 25zł. Armagnac w podobnej cenie, ot jak Armagnac, nic nadzwyczajnego. Desery już odpuściliśmy - ani za makiem ani za piernikami nie przepadamy.

Dawno nie wyszedłem z knajpy tak głodny...

Może jak ktoś wydaje firmowe pieniądze to mu nie szkoda, ale własnych żal zdecydowanie.




sobota, 23 sierpnia 2014

Kazimierz Wielki był :)

A teraz jest już tylko drogi - Kazimierz w centrum, sierpień 2014

Kiedyś Kwadrans uważany był za jedną z lepszych knajp w Kazimierzu, niestety czas mija i czasem turyści rozbestwiają:

Gdzie? Kazimierz Dolny, Sadowa
Co? Kwadrans
I jak? Drogo
Co szczególnie? Boczek z serem kozim jest OK
Za ile? 120 zł za nieduży posiłek z dwiema lampkami wina z Chile

Mimo, że tłumów nie było obsługa niespieszna i trochę sobie poczekaliśmy - i na zamówienie i na posiłek. Pani była miła, ale chyba to całość zawodzi.

Ja zamówiłem rosół z kaczki z kluseczkami i pupletami.

Kluseczki i pulpety były OK, ale rosół to raczej z kostki niż z kaczki.

Smażony ser kozi z boczkiem to porcja smaczna, niewielka i aż prosząca się o sałatę. Kilka liści z sosem czosnkowym odmieniłoby to danie.

Bliny z łososiem mojej żony to wpadka - nie bliny tylko placki ziemniaczane, żona lubi i placki, ale miały być bliny - to zupełnie co innego. W dodatku mniejsze od tych z Zielonej Tawerny. Dobrze, że wzięła do nich małą sałatkę.
No i nie wiem co za dziwoląg dodał do nich miód - chyba że zostało ze śniadania.

Zapłaciliśmy ponad 120zł, z czego 16zł za litr wody. Nie warto. Oj nie warto.







wtorek, 8 lipca 2014

Dubajskie doświadczenia

Dubaj - czerwiec 2014

Po raz pierwszy będąc z Dubaju zdecydowałem się na nowe miejsca i raczej nie jestem zachwycony...

Na początek najlepsze doświadczenie:

Gdzie? Mall of Emirates, obok toru narciarskiego
Co? Pars
I jak? Dość nierówne, no i nie lubię jeść w sklepach :)
Co szczególnie? Przystawki świetne, bardzo dobre szaszłyki, herbata :)
Za ile? Było za dużo jedzenia, ale myślę, że 150AED trzeba zapłacić

Miejsce polecił J. któremu jeśli chodzi o jedzenie ufam i na początek zapowiadało się fantastycznie. Było nas trzech ;) i zamówiliśmy mnóstwo przystawek - ciekawsze warianty, np hummus z mięsem i orzeszkami, bakłażany naprawdę dobre na dwa sposoby, super sałatka. Do tego dobry ajran i świeżutkie placki.

Potem J. zamówił mięso:
Te szaszłyczki mięsne leżące koło kotletów baranich były po prostu super (choć nie wiem czy te z Abd El Wahab nie były lepsze). Za to kotlety zawiodły mnie głęboko - wysmażone!!! No to już zbrodnia na jagnięcinie. Cały smak zepsuty, tak więc waham się przy widelcu.

Ale herbata na koniec "iranian tea" czyli po turecku - naprawdę mocna, aromatyczne, miłe zakończenie wieczoru.  Podobno mają inny oddział w przyjemniejszym miejscu, nie w beznadziejnym mallu.

Tuż koło Hiltona na Jumeriach Beach Resort (w pawilonach na widoku poniżej ;)):

jest bardzo ciekawe miejsce:


Gdzie? Jumeirach Beach Resort - pawilony
Co? The Curry House
I jak? Dobre, ale mam póki co za mało informacji na rekomendację
Co szczególnie? Crab curry, krewetki tandoori
Za ile? Danie seafood z naan ok 100-130AED więc niemało

Tak naprawdę to crab curry było naprawdę niezłe, ale tu ponarzekam - nie dali żadnego fartucha by się nie uświnić. Kraba obficie, curry wyraźnie, lepsze jadłem tylko w RPA.  I danie tanie - tylko 80 AED za ogromną porcję.

Krewetki też przyzwoite - nie wypieczone za bardzo, sprężyste, lekko pikantne, 8 dużych sztuk za 120AED

Właściwie to nie jestem do końca pewny value for money - dość drogo.

A na koniec wegetariańska porażka:

Gdzie? The Walk, Jumeirah Beach Resort
Co?  Sukh Sagar
I jak? Słabe
Co szczególnie? Ciężkie i nudne
Za ile? 130AED na dwójkę

Było naprawę marne. Na przykład dhal w Gazebo było o niebo lepsze. Jedyne co nadawało się to pieczarki w ostrym sosie pomidorowym. Jeśli to rekomendowane miejsce (sieć) to wolę omijać.

sobota, 5 lipca 2014

Spacerkiem po Warszawie, Seria 2 Odc. 5

Czego unikać? - lipiec 2014

Właściwie to odpowiedź prosta - Starego (i Nowego) Miasta - tłumy, wysokie ceny, jakość mierna. Wczoraj pomiędzy pokazami akrobatów ulicznych (festiwal Streetart niestety dobiega końca) a wspaniałym pokazem fontann pod skarpą szukaliśmy czegoś do jedzenia. Córka miała ochotę na lasagnę, a ja byłem gotów przyjąć dowolną włoszczyznę. Wszędzie było peło i przeważa "kuchnia polska i pierogi" ale znaleźliśmy zapchany taras Nonna Rita.

Gdzie? Warszawa, Freta
Co? Nonna Rita
I jak? Średnie
Co szczególnie? Pasty i tak lepsze od pizzy
Za ile? Na dwoje z z napojami 90zł


W środku nie dało się usiąść bo nie ma klimy a żar i zaduch od kuchni bije więc poczekaliśmy 15min aż zwolni się miejce. Widać było, że kuchnia ledwo się wyrabia z obsługą raptem 25 osób. Ale wyglądało apetycznie.

Ja skusiłem się na vognole, córka oczywiście pizza margherita. Wyprosiliśmy jako czekadło pieczywo i oliwę - zresztą bardzo dobre. Sok wyciskany się skończył, pepsi też :)

Doczekaliśmy się potraw - w sumie 25min, i pizza porażką. Grubo pasty pomidorowej, a ciasto niby cienkie, ale tektura. No sztuki robienia pizzy to tu nie opanowali. Moja pasta o cień lepsza - w sumie vognole i sos na bazie oliwy - szkoda, że bez białego wina. Japońskie (take sobe).

Na razie nie mam koncepcji co jeść w tym rejonie - nudny Zapiecek z jego pierogami wydaje się najbezpieczniejszy.



piątek, 20 czerwca 2014

Włoski zawód

No tym razem nie chodzi o pracę jako Włoch, choć oczywiście mogłem tę również podziwiać przez ostatnie dwa tygodnie. Np. na budowie tuż obok pan pojawił się ze trzy razy, za każdym razem harując ze 2-3 godziny. A kopareczka stoi.

Tylko będzie o moich włoskich rozczarowaniach.

Po pierwsze - poziomki - śliczne, czerwone, duże, jak kuleczki. Wokół drogi z mojego spaceru - zatrzęsienie. Zerwałem piewszą garść, zjadam i - tfu - co to jest??? Smak papieru toaletowego, jakieś mnóstwo ziarenek, co to ma wspólnego z poziomkami? Trochę zapach i tyle. Ohyda.

Drugie rozczarowanie przeżyłem znacznie głębiej. Byłem niedaleko od rejonów winnych - Ghemme, Gattinara, Monferrate... Szczególnie wina z Ghemme mi pasują, a w Monferrate maja super lekkie czerwone Grignolino i niezłą Barberę. No to napaliłem się jak szczerbaty na suchary na objazd winnic.

Zacząłem od Ghemme. Moją piękną panią niełatwo zwlec w wakacje, a jest mi niezbędna jako kierowca, więc trafiliśmy tam po 12, jeden objazd wsi, nic - żadnych wskazówek, żadnej mapy ani strzałek. Wracamy - o są strzałki na informację turystyczną. Prowadzą donikąd. Pytamy się w sklepie - kierują nas do urzędu miasta, tam kiwając głową kierują nas na drugi rynek. Już po chwili wiemy czemu współczująco kiwali głowami. Wybiła 13 i zamknięte na głucho. A żadnej innej informacji niet. Z rozpaczy zatrzymujemy się w jakimś barze i negocjuję spróbowanie 3 win. Kosztuje mnie to 8 Eur. Doopy nie urywają, ale jedno Ghemme 2007, mieszanka, jest fajne więc biorę dwie butelki.

Myślę sobie - no skucha, ale Ghemme to wiocha, jedziemy do Monferrato, zanim dojedziemy (już 14) to może otworzą jakieś winnice. Nauczony doświadczeniem chcę pod Casale Monferrato kupić jakąś mapę. Internet pokazywał 30 winnic z degustacją w okolicy. Mapy nie ma, nigdzie, wszyscy wzruszają ramionami, widzimy wielkie napisy - witamy w regionie wina Monferrato. No super - to teraz pójdzie jak po sznurku. W końcu mam w pamięci jeżdżenie po winnicach w RPA czy nawet nad Renem. Ale jesteśmy we Włoszech - o tam była mała strzałka - za późno, nie da się zawrócić na bocznych włoskich drogach gdzie mkną ciężarówy i szaleni kierowcy. Próbujemy dalej - nic żadnych informacji, żadnych wskazówek. O jest jedno miejsce - oczywiście po 500m po szutrze - brama zamknięta na głucho.

Może w Moncalvo - to większe miasteczko, w okolicy są winnice. Spróbuj naszych win - głoszą napisy. Ale informacji żadnej. Nikt nic nie wie. Na mapce kościół i stacja kolejowa jako największe atrakcje. Zmęczeni jesteśmy jak psy bo dzień zrobił się upalny.

O tam są wskazówki - hotel, ristorante, degustazione - ale nie, tylko podpucha, degustacji już dawno nie ma.  Coś mijaliśmy, jakaś kooperatywa. No mili są strasznie, tylko wino mają słabe. Główna sprzedaż idzie na kanistry. Ich Barbera wykręca pyski, a Ruche jest bez wyrazu. Biorę Grignolino, nie jakieś świetne, ale się nada.

Jeszcze kilka prób i nic. Zmęczenie. Może spróbujemy Gattinary? To wygląda fajnie i kiedyś piłem stamtąd dobre wino. O jest miejsce z próbowaniem. Właśnie wychodzi pani i ... zamyka. Co prawda czynne do 18, ale jest już prawie 17 więc pani się napracowała.  Jutro, jutro, dziś już nie.  I tak próbowaliśmy wina w Gattinara. Niby znane Anzivino - Abierto! - wisi kłóda i zamknięte na 4 spusty.  O "Spróbujcie win z Gattinara" - aha - siempre abierto - od czwartku do niedzieli.

Wróciłem głody, zły i bez wina.  Nie wiem co za idioci zajmują się promocją turystyki winnej we Włoszech, ale jedno jest pewne - robić to im się za bardzo nie chce.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Kara za łamanie własnych zasad

Grieg Grill House, Londyn - 14 kwietnia 2013

Mam jedną zasadę - nie prosić się w hotelu o polecenie restauracji. Z reguły polecają miejsca drogie z przeciętnym jedzeniem.
Tym razem po pierwsze poddałem się lenistwu - nie sprawdziłem wcześniej jakie są dobre restauracje w okolicy Green Park, a przecież można było popatrzeć chociażby i na viamichelin i na Evening Standard. Po drugie zawiodła technologia - viamichelin nie działa na moim blackberry, a szukanie czegokolwiek na Evening Standard okazało się zbyt mozolne. Po trzecie nieco spanikowałem. Niedziela, 21:00 - co jeśli nie znajdę nic czynnego? A przecież mogłem po prostu pójść na Chinatown.
Ale dosyć tłumaczeń. Błąd popełniłem - spytałem w concierge i polecono mi Grieg's. Nawet przy menu gdzie w przystawkach królował wędzony łosoś nie zadzwonił ostrzegawczy dzwonek bo zobaczyłem steak and kidney pie - której już tak dawno nie jadłem.
No i pokarało mnie. Na przystawkę szparagi z masłem. Jakoś oczekiwałem czegokolwiek więcej ale dostałem dokładnie to - zielone szparagi ułożone na kałuży roztopionego masła. Nawet nie podano to tego morskiej soli, już nie wspominając o parmezanie czy aceto balsamico. Same szparagi OK, nie rozgotowane, choć nie poodłamywano stwardniałych końców.
O winie zapomniano i dostałem moje pół butelki domowego dopiero jak się upomniałem. Przeciętne Cotes du Rohne, z tych pijanlych, bez wrażenia.
Najbardziej zawiódł steak and kidney pie. Lubię jak jest w nim sporo nereczek a i najlepiej jak używa się dobrze podduszonych kawałków goleni wołowej - z miękkimi wstawkami żelowanych ścięgien i błon. Tu raczej typowo mięsny kawałek - pewnie ligawa, no i nereczek jak na lekarstwo. Dobrze, że sos dobry, wyjadłem go francuskim ciastem z pie.
Sałatka w stylu podle angielskim - ot surowe warzywa polane musztardowym sosem. W sumie nie wiem czego oczekiwałem, ale czegoś więcej za ponad 5 funtów.
Byłem tak smutny, że wziąłem creme caramel i choć tutaj nie rozczarowałem się. Trzeba było tylko pozbyć się dodanej sztucznej bitej śmietany i sam creme był idealny, z dobrą ilością sosu. Cukier na poprawę nastroju.
Na koniec przyszedł rachunek i tu widać rip off England. Woda 6 funtów. Dopisują 12.5% za obsługę no i nazbierało się 70 funtów. Za posiłek, który powinien kosztować 70zł, no dobra 100.  Dobrze, że diety dostanę za dwa dni - właśnie wystarczą na tę jedną kolację. Lenistwo i łamanie zasad zostało ukarane.