Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dubaj. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dubaj. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 lipca 2014

Dubajskie doświadczenia

Dubaj - czerwiec 2014

Po raz pierwszy będąc z Dubaju zdecydowałem się na nowe miejsca i raczej nie jestem zachwycony...

Na początek najlepsze doświadczenie:

Gdzie? Mall of Emirates, obok toru narciarskiego
Co? Pars
I jak? Dość nierówne, no i nie lubię jeść w sklepach :)
Co szczególnie? Przystawki świetne, bardzo dobre szaszłyki, herbata :)
Za ile? Było za dużo jedzenia, ale myślę, że 150AED trzeba zapłacić

Miejsce polecił J. któremu jeśli chodzi o jedzenie ufam i na początek zapowiadało się fantastycznie. Było nas trzech ;) i zamówiliśmy mnóstwo przystawek - ciekawsze warianty, np hummus z mięsem i orzeszkami, bakłażany naprawdę dobre na dwa sposoby, super sałatka. Do tego dobry ajran i świeżutkie placki.

Potem J. zamówił mięso:
Te szaszłyczki mięsne leżące koło kotletów baranich były po prostu super (choć nie wiem czy te z Abd El Wahab nie były lepsze). Za to kotlety zawiodły mnie głęboko - wysmażone!!! No to już zbrodnia na jagnięcinie. Cały smak zepsuty, tak więc waham się przy widelcu.

Ale herbata na koniec "iranian tea" czyli po turecku - naprawdę mocna, aromatyczne, miłe zakończenie wieczoru.  Podobno mają inny oddział w przyjemniejszym miejscu, nie w beznadziejnym mallu.

Tuż koło Hiltona na Jumeriach Beach Resort (w pawilonach na widoku poniżej ;)):

jest bardzo ciekawe miejsce:


Gdzie? Jumeirach Beach Resort - pawilony
Co? The Curry House
I jak? Dobre, ale mam póki co za mało informacji na rekomendację
Co szczególnie? Crab curry, krewetki tandoori
Za ile? Danie seafood z naan ok 100-130AED więc niemało

Tak naprawdę to crab curry było naprawdę niezłe, ale tu ponarzekam - nie dali żadnego fartucha by się nie uświnić. Kraba obficie, curry wyraźnie, lepsze jadłem tylko w RPA.  I danie tanie - tylko 80 AED za ogromną porcję.

Krewetki też przyzwoite - nie wypieczone za bardzo, sprężyste, lekko pikantne, 8 dużych sztuk za 120AED

Właściwie to nie jestem do końca pewny value for money - dość drogo.

A na koniec wegetariańska porażka:

Gdzie? The Walk, Jumeirah Beach Resort
Co?  Sukh Sagar
I jak? Słabe
Co szczególnie? Ciężkie i nudne
Za ile? 130AED na dwójkę

Było naprawę marne. Na przykład dhal w Gazebo było o niebo lepsze. Jedyne co nadawało się to pieczarki w ostrym sosie pomidorowym. Jeśli to rekomendowane miejsce (sieć) to wolę omijać.

poniedziałek, 30 września 2013

Jeszcze z Gazebo

Gdzie? Dubaj, kilka lokalizacji, m. in Internet City
Co? Gazebo, restauracja indyjska
I jak? Świetne value for money, bardzo dobre jedzenie
Co polecam? - np. Dhal, Paneer, szaszłyk z kurczaka
Za ile? - ok 30Dhm za danie, potrzeba 3 na 2 osoby, chyba że bierze się naan lub ryż


Już o tym pisałem, więc nie będę się rozwodził.  Polecę tylko świetną soczewicę. Pikantna a nie paląca, w niej taka chrupka papryczka, mniam.



Chiński luksus w Dubaju

Restauracja Royal China, DIFC Dubaj - wrzesień 2013

Gdzie? - Dubaj, Dubaj International Financial Center
Co? - Restauracja Royal China
I jak? - Świetna
Cena? - Ok 250Dhm za osobę
Co polecam? Zupa wonton, seabass na parze

Na dobrą chińską kuchnię ochotę miałem od dawna. Ale niełatwo znaleźć. Royal China - oddział znanej londyńskiej restauracji kantońskiej był ciekawą opcją.

Knajpę znalazłem ze sporym trudem krążąc po taras przy Emirates Towers (swoją drogą niezły widok):
Wystrój iście królewski, nieco przesadzony:
Ale za to jedzenie pierwsza klasa. Zacznę od fantastycznej herbaty ulung (ooloong) która była dobrą alternatywą wobec wina i w połowie ceny jednego kieliszka
Parzona zgodnie z regułami sztuki w małym glinianym dzbaneczku, przelewana wrzątkiem (pierwszy wylany) a potem natychmiast zlewana do szklanego dzbanka.  Tak wypiłem z 6-7 zalań, wszystkie aromatyczne, delikatne, lekko brzoskwiniowe.
Z dań rozpocząłem od zupy z krewetkowymi won-ton - dość ostra, super, chrupkie pak-choi, jedna z ciekawszych won-ton jakie jadłem.

Na przystawkę kalmary smażone z chili
zamówiłem też do nich brokuły liściaste z imbirem, ale te podano dopiero do seabassa, a szkoda bo imbirowa wyraźność bokułów przełamałaby pewną monotonię kalmarów.

Sam seabass idealnie nadaje się do zrobienia na parze i podają go ze słodkim sosem sojowym, polecam.
Ucztowałem ponad 2 godziny i dawno nie byłem tak przyjemnie i lekko najedzony :)






sobota, 21 września 2013

Zagadka libańskich restauracji

Kuchnia Libańska - Abd El Wahab -Souk Al Bahar/Burj Khalifa Lake - Dubai wrzesień 2013

Zawsze zastanawiało mnie czemu libańskie są raczej drogie i uważane za dobre.  Jadłem w kilkunastu w wielu krajach i nie robiło to na mnie wrażenia. A ceny były słone. Ale w końcu zagadka się rozwiązała i to w nietypowym miejscu.

Koło najwyższego budynku świata (póki co) - Burj Khalifa jest staw z fontannami. Oglądanie podświetlonego spektaklu tańczących fontann to obowiązkow punkt pobytu w Dubaju. Ja zaliczyłem go dopiero teraz i naprawdę jest to widok niezapomniany.

Pokazy są co pół godziny i po pierwszym, w którym za dużo czasu poświęciłem na robienie zdjęć obejrzałem jeszcze dwa, a właściwie trzy. Bo trzeci widziałem z tarasu Abd El Wahab - ale o tym po kolei.
Chyba to kiepskie wideo nieco lepiej oddaje ten widok http://youtu.be/6q9wFkm1kb0 Już nasyciwszy oczy zrobiłem się bardzo głodny. Knajpy w Dubai Mall nie są specjalnie ciekawe, szczególnie że miałem ochotę na mięso.

Więc przeszedłem na druga stronę do Souk Al Bahar. Tam nie brakuje różnych knajp - począwszy od Bice Mare, gdzie ceny za porcję zaczynają się od 300Dhm po proste włoskie Urbano. Ja zaś wybrałem Abd El Whab (http://www.soukalbahar.ae/en/Dine/DineDetails.aspx?DineID=898) - nie tylko dlatego, że właśnie zwolniło się jedno miejsce na tarasie i miałem nadzieję jeszcze raz zobaczyć fontanny (była 21:50 a pokazy są do 22). Jednak szybko zająłem się wyborem jedzenia.

Już wreszcie rozumiem na czym polega dobra kuchnia libańska. Świetnej jakości składniki przyrządzone w prosty sposób.  To trochę jak steak house - nie ma tanich dobrych steków.  Tak samo restauracja libańska - wysoka jakość musi kosztować. Tylko zwykle ta jakość jest nie najlepsza.

Tutaj zacząłem tradycyjne - od bakłażanów na dwa sposoby - w sałatce z pomidorem i na gorąco pod jogurtem.
Szczególnie ten pod jogurtem z orzeszkami pinii i chipsami z libańskiego chleba (mimo diety kilka z nich pożarłem) okazał się wstrząsająco dobry, genialny. Nie zostawiłem ani kawałeczka.

A potem pan przyniósł szaszłyka baraniego. Takiej cudownej jagnięciny to nie jadłem od czasów angielskich.  Kawałki idealnie przyprawione, tak że smak mięsa nie zabity, różowe w środku, miekkie, małe ślady przypieczonego tłuszczu.  Miałem ochotę wykrzyczeć radość jedzenia ;)

I wiem za co zapłaciłem 200Dhm (bez alkoholu).  Bo i fontanny jeszcze raz zobaczyłem.  Aha - jak się chce mieć miejsce na tarasie, polecam rezerwację - bo tu naprawdę jest pełno.



poniedziałek, 9 września 2013

Potęga wiedzy lokalnej

Seafood w Dubaju,

Jeśli chodzi o znalezienie najlepszej knajpy to nic nie przebije lokalnego eksperta. Dubaj ma bardzo dobre owoce morza. Ale gdzie je zjeść? TimeOut podaje oczywiście swój ranking, ale są to miejsca popularne, często drogie (a Dubaj potrafi być drogi), niekoniecznie najlepsze.

Ibn Hamid gdzie zawiózł mnie J. nie wyróżnia się niczym z dziesiątków restauracji przy Sheikh Zayed Road - główniej przelotówce Dubaju. Nigdy nie pomyślałbym by tu przyjechać, a jeśli nawet to czemu do tej a nie ich sąsiadów?  Szyld wygląda raczej wieśniacko. Po prostu - trzeba wiedzieć.

W środku - jak mówi J. przypomina taką samą restaurację w Aleksandrii w Egipcie. Fotosy egipskich aktorów, kelnerzy w tradycyjnych strojach pomocników rybaków.  Nie byłem, muszę uwierzyć na słowo, ale przecież nie o wystrój wnętrza tu chodzi.
Bo chodzi o jedzenie - ono jest gwoździem programu (bez alkoholu). I cóż tu mamy? Na szczęście J. lubi zjeść, czego po jego szczupłym wyglądzie nigdy bym nie powiedział, więc możemy sporo spróbować.

Z lady wybieramy dorodne krewety z zatoki (tak za 3 razy większe niż u nas), seabassa i homara. Każde będzie przyrządzone inaczej, już nie mogę się doczekać, popijam lemoniadę i nieco marznę (klima chodzi na full a na zewnątrz 40C).

Krewety smażone na głębokim tłuszu, ale tylko w lekko pikantnej mgiełce. Idealnie wysmażone, nie zabite, jeszcze stawiają opór zębom. Słodycz mięsa krewetkowego fajnie zaostrzona pikantnym przykryciem.

Zamówiliśmy też sałatę (w stylu libańskim - liście i warzywa do pogryzania), baba ganush (tu kwaskowate i fajnie kontrastuje) oraz hummus.

Ale już wjeżdża ryba:
Upieczona pod pastą warzywno-ostrą. Niezła, choć tu mogli ją piec chwilę krócej.  Jednak zanim zdążamy ją zniszczyć pojawia się homar:
w sosie maślano-czosnkowym. Ciekawy sposób podania - mięso jest już wykrojone, wydłubane ze szczypców i brzucha i w środku wymieszane z czosnkowo-ziołowym sosem. Jest pyszne. J. wyskrobuje dla mnie kawałki chowające się w zakamarkach, mocno nasiąknięte czosnkiem. Słodycz homara skontrastowana ze swieżymi ziołami.

Zadowoleni siedzimy, gadamy i patrzymy się na siebie. Mam ponad jeszcze godzinę, a potem trzeba na lotnisko, po północy samolot.  Może by tak coś zjeść?! A co? No homara! Zamawiamy homara z serem.

Naczekaliśmy się na niego, przynajmniej obgadaliśmy wszystkie bieżące sprawy i mam dużo większą jasność co się dzieje w Dubaju. Ale nerwowo spoglądam na zegarek, wolałbym nie przegapić lotu do domu. I wreszcie po 40 minutach wjeżdża kolejny homar, gorący i pachnący. J. nakłada mięso ze środka.
Żadne zdjęcie nie odda tego cudownego smaku homara z serem, już nie patrzę na zegarek ale wydłubuję ze skorupy wszystko do ostatniej nitki. Znakomite.

Warto było czekać, mówimy zgodnie - to było ukoronowanie wieczoru. A ja już nie musiałem jeść świństwa w samolotach :)

600 diramów - czyli 550zł, no tanio nie jest, ale dwie langusty, duża porcja krewetek (8 olbrzymów) i ryba.  Można sobie pozwolić na takie szaleństwo.  Och, takich owoców morza będzie mi brakować... A wobec J. mam definitywnie dług wdzięczności, takie miejsce w Dubaju - a podobno zupa z owoców morza też jest świetna i tylko za 20zł.






środa, 10 kwietnia 2013

Skosztujmy Japonii

Kisaku, restauracja japońska - Dubaj, 08 kwietnia 2013 (JUŻ NIE ISTNIEJE)

Kuchnię japońską lubię po prostu bardzo. Niestety niewiele mam okazji by spróbować jedzenia japońskiego wyższej klasy.  Najbliżej nas to chyba w Duesseldorfie, gdzie w bocznych uliczkach gnieżdżą się fantastyczne restauracyjki jak np. Hyuga (płatność tylko gotówką).

No ale do Duesseldorfu nie wybieram się, więc skorzystałem z okazji zjedzenia japońszczyzny w Dubaju.  Dzięki Time Out wybrałem Kisaku tuż obok Hiltona więc nie musiałem jechać taksówką. Dania japońskie dobrze dzielić, bo wtedy więcej się spróbuje, oczywiście pod warunkiem, że pozycje z menu są dostępne, co akurat w Kisaku było największym problemem.

Na początek miałem ochotę na kinpira czyli duszony łopian (?) ale oczywiście nie było, więc musieliśmy zmienić na tuńczyka ze sfermentowaną soją.
Był to niezbyt udany eksperyment - tuńczyk bez zarzutu, ale soja raczej bez smaku i wbrew temu co oczekiwałem kompletnie niesłona.

Na wszelki wypadek trzeba wziąć sushi i to zrobiłem. Świetny pomysł, bo sushi znakomite - grube kawałki świeżej ryby, zwięzły ryż nie przekwaszony i nie przesłodzony. Szczególnie dobrze smakowały przegrzebki i hummur (lokalna ryba) nieco tłustsza podana z tartym imbirem.
Zresztą yellowtail też był znakomity, zwięzły i soczysty.  Szkoda, że nie mieli tłustego tuńczyka.

Najfajniejszym daniem był dorsz pieczony ze słodkim miso.

Dorsz jest wyjątkowo trudną rybą bo przetrzymanie go przez chwilę dłużej gwarantuje nam wióry. Ale w Kisaku dopilnowano, by był w pełni upieczony, ale soczysty, morsko-słodki z interesująco tłustą skórką, do zagryzienia łodyga imbiru, trawa morska i tarta rzodkiew. Do kompletu przydałoby się jeszcze jakieś warzywo, ale miejsca już brakowało.

Spróbowałem też sałatki sashimi wziętej przez V. gdzie na drobno posiekanej kapuście i cebulce podano plastry świeżej ryby z sosem, moim zdaniem lekko zbyt majonezowym, choć interesująco musztardowym. Posypane orzechami i przypieczonymi płatkami czegoś - nie wiem, migdała czy churpkiego ciasta. Całość ciekawa, choć ja musiałem wyrzucić cebulę.

W sumie doświadczenie nie tanie - głównie cenę podbija sushi, średnio, 20AED za sztukę (18zł), dorsz ponad 100AED, ale warte swoich pieniędzy.   A na następny raz dostałem 20% zniżkowy kupon, mam nadzieję z niego skorzystać.

niedziela, 7 kwietnia 2013

Indie w Dubaju

Gazebo, restauracja indyjska, Dubaj - 07 kwietnia 2013

Dziś zabrałem kolegę z zespołu na lunch, sporo spraw się zebrało do omówienia - i jak się okazało dobrze, bo czasu nam trochę zeszło.

Poszliśmy do Gazebo (http://www.gazebo.ae/) na dole w budynku Oracle w tzw. Internet City w Dubaju. Dawno nie jadłem przyzwoitego dania indyjskiego, a po Mozambiku oswoiłem się z mocniejszymi przyprawami.

Wybraliśmy (a właściwie M. jako lokalny ekspert wybrał) dwa dania z kurczaka (murgh) - Reshmi Kebab oraz Tikka Masala - taki standardzik podane z chlebkiem naan.  Do tego na przystawkę masala papad (papadum doprawiony cebulą i pomidorem), warzywa na surowo - Hara Bhara salad. Ja wziąłem też lemon mint do picia - równoważy ostrość dań.

Poczekaliśmy sporo i niestety główne podali z przystawką, czyli trochę papadum się zmarnowało, a szkoda bo lubię ten chrupek z ajwarem.

Ale głównego nic nie zostawiliśmy. Lubię jak dania indyjskie mają wyraźnie inny smak i oczywiście nasz wybór to ułatwił.
Szaszłyk z kurczaka był idealnie jędrny, dość ostry, leciutko jakby cytrynowy, fajnie łączył się z miętowym jogurtem.
Sos w Tikka Masala świetnie wyjadało się naanem, był podręcznikowy - z imbirem, czosnkiem, wyraźny a nie palący. Właściwie to on był główną atrakcją tego dania, bo kurczak był pomijalny.  Sam naan może nie idealny (wolę bardziej puchate) ale nie przesłodzony, z masłem - i tak jest moim ulubionym dodatkiem.

Tylko warzywa podali zupełnie gołe - bez wymienionej w menu soli i solu z cytryny.  I tak je zjedliśmy.

Po fatalnym locie do Dubaju (dwójka wyjących maluchów o rząd wcześniej), przylot o 5:30 i potem do pracy byłem na tyle zmęczony, że ten niewątpliwie sycący lunch wystarczył mi i za obiad i za kolację.

Pewnie do Gazebo nie poszedłbym na ucztę indyjską, ale jest to wysoka klasa średnia, choć za wcale niemałe pieniądze - rachunek uzbierał nam się ponad 100AED na dwóch.