sobota, 14 czerwca 2014

Uliczne wędrówki po Stambule

Stambuł - marzec 2014

To trochę inny post bo trudno przyznawać widelce dość prostemu jedzeniu :) ale uliczne jedzenie w Stambule to specjalna atrakcja.

Balik Ekmek
Zacznę od najbardziej zwykłego czyli Balik Ekmek - bułka z rybą z grilla. Znakomita przekąska - świeża, skwiercząca ryba w stylu makreli (ale bez ości), sałata, jak ktoś lubi cebula i bułka. W tej chwili koło 6 lirów.
(zdjęcie z serwisu trailofasia.com - ja po ciemku nie dałem rady zrobić)

Niestety wybór jest coraz bardziej ograniczony - ja kupuję w trzech miejscach - przy wejściu do metra Osmanbey od strony Pangalti, na bazarze Besiktas i oczywiście przy moście Galata po drodze do promów na Karakoy-skręcamy w lewo idąc od strony Galata - jest tam zwykle kilku sprzedawców.  To moja ulubiona przekąska jeśli zapowiada się późna kolacja - albo zamiast niej.

Kokorec
To w Turcji przekąska w ramach nocnego picia - bułka z grilowanymi flakami baranimi.  Zwykle doprawione tak na ostro, że właściwie nie czuć smaku.  Można je rozpoznać po tym, że rożna z nawinietym mięsem ustawione są poziomo, a nie w pionie jak w Dornerze.
W swoim pospolitym wydaniu to nie jest moje ulubione danie, ale na bazarze Besiktas jest jedno, czy dwa miejsca gdzie serwują Kokorec na talerzu i można ograniczyć przyprawy, by dało się wyczuć świeżo grilowany smak flaczków. Wtedy niezła przekąska, obowiązkowo popita ajranem.  Warto spróbować, choć trudno się zakochać.

Burek na śniadanie
No nie pies, ale znane na całych Bałkanach danie z ciasta francuskiego wypełnionego serem (peynir boregi), mięsem (et boregi), lub masą ziemniaczaną (patates). Ja najbardziej lubię z serem. Z reguły są przewidywalnie znakomite. Burek z gorącą herbatą na śniadanie w burekowni (napis su boregi - ale po prostu widać) gdzie siada się na małym krzesełku - bardzo pożywny początek dnia - za 5 lirów z herbatą.

Na zdjęciu mięsny jedzony na Zafer Sokak (pyszny). Wadą mięsnych bywa mocne przyprawienie cebulą.

Bardzo lubię też burek serwowany w "mleczarni" obok Sakip Sabanci Museum - wziąć na wynos, usiąść na ławeczce nad Bosforem i patrzeć się na przepływające statki :). Te mięsne burek właśnie są zbyt cebulowe, ale z serem pyszny.

Nieco bardziej odważnie - Içli Kofte
Ciepłego jedzenia w budkach jest pełno, ale znaleźć naprawdę dobre nie jest łatwo, a już icli kofte jest w ogóle rzadkim zjawiskiem. To prawdziwe dwa w jednym - mięso zapakowane w ciasto z bulguru i usmażone na głębokim tłuszczu.


Te bardzo dobre - świetnie przyprawione mięso, ciasto chrupkie, nie czuć tłuszczu można dostać na straganie przy Istikal 112, prawie naprzeciwko Liceum Galata.

Delicje po 5 lirów za sztukę. Dwa wystarczą na obiad :)

I prawdziwa przygoda - barani łeb


To zdecydowałem się jednak przyznać widelec:
Co: gril przed sklepikiem mięsnym
Gdzie: Na Sahne Sokak po prawej stronie idąc od Istikal, jeszcze przed Dudu Odolari
Co: barani łeb pieczony za ok 20 lirów

Przed tym niepozornym sklepikiem w wąskiej alejce reklamowanej jako Balik Pazari od strony Istikal po 12 pojawia się starszy pan a z nim w wózku za szkłem kilka pieczonych baranich łbów.

Zamawia się na wynos. Pan sprawnymi ruchami tasaka i noża oporząda mięsko

Dostajemy aluminiową rynienkę wypełnioną przysmakami: ozorek (obdarty ze skóry), policzki, móżdżek itd posypane przyprawami.


Do tego obowiązkowo simit

 i ajran, lub herbata, namilej smakują w póki co obronionym przed zakusami władz Gebze Park

A na zakończenie - ryż z ciecierzycą
To też klasyka turecka, bardzo trudno znaleźć, ja spróbowałem tylko dzięki temu, że koleżanka z biura podwiozła mnie na rondko z którego zawraca się na Maslak z Buyukerde Cd (przelotówki na Sariye), obok stacja Shell i dealer Hondy.  Tam przy tunelu stoi czerwony wózek przy którym kłębi się tłumek.  Za 5 lirów serwują na wynos porcję ryżu z ciecierzycą i gotowanym kurczakiem (zresztą na rosole z tego kurczaka gotowany jest ryż). Fantastyczny obiad.
Warto wypatrywać na mieście czy gdzieś nie zobaczymy wózka z ryżem i żółtymi kulkami ciecierzycy.  Choć ponoć ten na Maslaku jest najlepszy.






poniedziałek, 24 marca 2014

Mięsna klasyka w Stambule

Gdzie? Stambuł, naprzeciwko Galata Bridge
Co? Hamdi
I jak? Bardzo dobre
Co szczególnie? Kuzu Sis
Za ile? Bez alkoholu, z przystawkami ok 60 lirów

Hamdi to takie miejsce, gdzie sam już właściwie nie chodzę, ale kolegów z zagranicy zabrać mogę.  Porządne mięso w przyzwoitej cenie - świetna lokalizacja.

W nocy przechodząc przez most Galata widać niebieski napis Hamdi - czteropiętrowy budynek:
Trafić łatwo - w środku na dole słodyczarnia (no niech wam będzie - cukiernia) a powyżej trzy poziomy mięsnej restauracji.

Hamdi specjalizuje się w kebabach (niezły z bakłażanem, z pistacjami) ale ja najbardziej lubię kuzu

şiş czyli po prostu szaszłyk barani.  

W zależności od głodu polecam półtorej porcji (więcej pysznego mięsa) - miękkie i jędrne kawałki.  Nie można się od nich oderwać.

Lubię też w Hamdi sałatkę z pomidorów, orzechów i sosu z granatów:
A także bogactwo innych przystawek: lahmacun bardzo dobre, icli kofte czyli mięsko głęboko smażone w cieście z bulguru (tu akurat dość tłuste), fajne sery i super bakłażany.












Ostatnio dogłębnie wzruszyli mnie jednak czym innym - zamówiłem butelkę wina tureckiego
Selection Öküzgözü - Boğazkere, bo to interesująca mieszanka. Po spróbowaniu okazuje się nieco kwasiorowate - nie to że zespsute, ale po prostu nie mój smak. Kelner widząc moją minę zapytał się czy mi nie smakuje i jak przyznałem że nie bez słowa zabrał butelkę i przyniósł zupełnie inne wino.  To akurat było bardzo dobre (Premium Öküzgözü) - już dawno nie spotkałem się z tym by po prostu wymieniono mi wino dlatego że mi nie smakuje, jeśli nie jest to wino na kieliszki. A wino znakomicie pasowało do mięska :)

Jadam w Stambule lepsze mięsa (np. Dukkan, Gelik) i lepsze uliczne szaszłyki - ale jeśli chodzi o godne polecenia miejsce na grupowe wyjście to Hamdi jest naprawdę godne zaufania.








czwartek, 13 lutego 2014

Cuda z bazaru

Najlepiej  najfajniej w Wietnami można zjeść na bazarze. Szczególnie w Sajgonie bazary są nie tylko miejscem zakupów, ale i na śniadanie czy wczesny obiad (po południu się zwijają).

Zacznijmy od porannego spaceru wzdłuż Ong Lanh w Sajgonie - motocykliści zwalaniają przy chodniku, wyciągaja rękę i w ich garści ląduje albo bagietka z wypełnieniem mięsno-warzywno-ziołowym, np pieczony boczek z chrupką skórką, za 14,000D (2zł) albo woreczki z zupą za 25,000D. Zupę sprzedaje się na wynos - torebka z zupą i mięsem, druga z makaronem ryżowym i trzecia z ziołami. I jazda do pracy.

Potem skręcam obok straganów z ryżem - brązowy eko, żółty niełuskany i mnóstwo odmian białego w cenie od 6,000 za broken rice do 20,000 za jakieś odpalone gatunki, do wyboru - do ceny.  Za zakrętem zaczyna się bazar warzywno-spożywczy, na przykład suszone ryby:
Albo i świeże:
i węgorzyki wiją się radośnie:
Od tego patrzenia zgłodniałem i na szczęście znalazłem miejsce z Bun Mam - zupą z delty Mekongu,  z mięsem, owocami morza, lekko pikantnym rosołem, makaronem ryżowym i oczywiście mnóstwem zieleniny.  Jedna z lepszych jakie jadłem w Wietnamie.

Zupy na bazarze, zawsze dawały mi dużo radości - nawet taka prościutka zupa z fish cake na bazarze w Con Dao - bardzo fajne miejsce
Albo na turystycznym bazarze Ben Thanh gdzie jadłem zupę z krabami, wieprzowiną i grubym, śliskim makaronem
A Aga makaron z krewetkami - dwa razy drożej niż na innych bazarach, ale ciągle koło 70,000D.
Pyszności - już za nimi tęsknię!









środa, 12 lutego 2014

Ślimaczki różne, przeróżne, przenajrozmaitsze

Gdzie? W Ho Chi Minh City (Sajgon), 132 Nguyển Thái Học, District 1
Co? Oc Dao (2) - choć tego numeru 2 nigdzie nie widziałem
I jak? Bardzo dobre
Co szczególnie? A co ma być - ślimaki!
Za ile? Na dwoje z dwoma piwami ok $15

Potem jak przeczytałem o ślimakach na świetnym http://vietnamcoracle.com/ wiedziałem, że podróż do Wietnamu bez ślimaków nie będzie się liczyć.

I naprawdę miałem rację - te ślimaki to było największe przeżycie kulinarne. Co prawda psów ani szczurów ryżowych nie zjadłem, a jedzenie kotów nie wchodziło w rachubę, ale jadłem wiele innych fajnych rzeczy.  Nic jednak nie przebije ślimaków.

Ci co sądzą o ślimakach z kuchni francuskiej wiedzą niewiele - oczywiście ślimaczki z czosnkiem są bardzo dobre, ale to tylko jeden ze sposobów ich przyrządzania.

Oc Dao które mieściło się o rzut beretem od naszego hotelu to typowa uliczna jadłodajnia. Miniaturowe stoliki i krzesełka jak dla dzieci zajmują cały chodnik, piętro i jeszcze miejsce przed sąsiednia knajpą, pod nimi walają się muszle. Jest tam ciągle pełno i byliśmy jedynymi europejczykami. Po angielsku nie mówi się ;)

Za pierwszym razem wsparliśmy się słownikiem ślimakowym z vietnamcoracle, naszymi sąsiadkami oraz po prostu pokazywaniem rzeczy na grillu.  Za drugim razem byliśmy już stare cwaniaki i głównie używaliśmy pokazywania i opisów sosu po wietnamsku.

Najwiekszym wyzwaniem za pierwszym razem okazało się dostanie bułki - prosiliśmy o nią z sześć razy będąc ignorowani. Aż w końcu tajemnica się wyjaśniła gdy podjechał pan na skuterku z koszem bułek pod pachą  - po prostu pieczywo się skończyło, za drugim razem najpierw sprawdziliśmy czy na barze leży sterta bułek, bo już byłem gotów sam skoczyć do sklepu.

Wracając do ślimaków. Siadamy przy jedynym wolnym stoliczku wśród tłumu wietnamczyków, kilku kelnerów biega jak szaleni. Na początek Oc Huong Cay Man - czyli nakrapiane ślimaczki z solą i chili. Świetne do piwa. Piwo podają ciepłe, ale natychmiast przynoszą bryłę lodu, która ląduje w podstawionym kufelku - i mamy zimne piwo, a że i tak wodniste to nawet lepiej (mi piwo wietnamskie bardzo smakowało, bo nie lubię goryczkowych).

Przyjrzyjmy się naszemu zamówieniu za drugim razem:
Mamy tu właśnie ślimaczki w soli i chili, inne w sosie z tamaryszku, ostrygi zapiekane z serem (z czosnkiem lepsze), piwo Sajon - bardziej gorzkie dla Agi, słynna bułka oraz, o tu je lepiej widać
ślimaczki w sosie orzeszkowym ze smażoną słoninką - niby bomba cholesterolowa, a mi cholesterol po Wietnamie bardzo spadł - i obowiązkowe dodatki - sos rybny ze słodkim chili i pastę z soli, chili i cytryny, no i ziółka to przegryzania.

Potem weszły na stół bardziej imponujące muszle:
z czosnkiem oraz ulubione Agi - z orzeszkami i cebulką z grilla:
Jedliśmy też pierwszego razu takie Hap Xa - czyli gotowane z trawą cytrynową, dobre, mocno pikantne od imbiru i trawy.

Nie przejmowaliśmy się już tym że puste muszelki spadają na ziemię - w końcu tak robią wszyscy. Potem tylko wytarcie nieziemsko ubrudzonych rąk mokrą chusteczką (zawsze dostępne w wietnamskich knajpach) i kolacja skończona, brzuchy rozkosznie wypełnione ostrym pysznym mięskiem.

Ze zjawisk społecznych to kwota do zapłaty nieprzewidywalna - za pierwszym razem zjedliśmy więcej i zapłaciliśmy 470,000D a za drugim 600,000D - tak czy siak poniżej $15 więc nie interesowałem się za bardzo.

Nic tylko - eat as locals do :)  Kuchni wietnamskiej będzie mi brakowało.